Każdy kto chciał kiedyś zakupić
wersję cyfrową książki na pewno dziwił się, dlaczego cena ebooku nie jest
radykalnie niższa niż cena książki papierowej. Przeglądając sklepy internetowe
trafiamy na strony wydawnictw zza oceanu, gdzie taka praktyka jest na porządku
dziennym. Dlaczego na Starym Kontynencie tak nie jest?
Główny problem finansowy tkwi w stawce
podatku VAT za tego typu zakup. Zróżnicowanie stawki VAT w Polsce przedstawia
się obecnie następująco: 5% na książki, 7% na gazety i czasopisma i 23%
na ebooki. Wydaje się to absurdalne. Wynika to jednak z przyjętych konstrukcji
prawnych zakorzenionych nie w prawie podatkowym, ale prawie własności
intelektualnej. Po prostu nasz poczciwy ebook to nie książka w klasycznym tego
słowa znaczeniu! To nie materialny nośnik utworu.
Wszystkiemu winna jest tzw. zasada
wyczerpania praw autorskich związana z wprowadzeniem egzemplarza utworu do
obrotu. Wyrażona ona została w dyrektywie 2001/29 w sprawie harmonizacji
niektórych aspektów praw autorskich i pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym.
W preambule do tego aktu czytamy, że problem
całkowitego wykorzystania nie powstaje w
przypadku usług, w szczególności usług świadczonych przez Internet. Dotyczy
to również materialnych kopii utworu lub innego przedmiotu objętego ochroną,
wykonanych przez użytkownika takiej usługi za zezwoleniem podmiotu praw
autorskich. Stąd to samo stosuje się do najmu i użyczenia oryginału utworu lub
jego kopii, które ze względu na swój charakter są usługami. W przeciwieństwie
do CD-ROM lub CD-I, gdzie własność intelektualna ma postać materialnego
nośnika, a mianowicie rzeczy, każda usługa świadczona przez Internet stanowi w
istocie czynność, na którą należy uzyskać zezwolenie, o ile tak stanowi prawo
autorskie lub prawo pokrewne. Powyższą zasadę w prawie polskim wyraża art. 51
ust. 3 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
Wyczerpanie prawa oznacza, że
nabywca egzemplarza może dokonywać dalszego nim obrotu, z wyjątkiem jego najmu
lub użyczenia. Kupując książkę można ją podarować innej osobie, oddać do
biblioteki etc.
Wprowadzić do obrotu można tylko
egzemplarz utworu rozumiany jako nośnik materialny dzieła np. książkę.
Udostępnienie egzemplarza oznacza przeniesienie własności do tejże rzeczy. Tu
pojawia się podstawowa wątpliwość – czy zapis cyfrowy można uznać za rzecz?
W prawie europejskim obrót
ebookami jest jedynie świadczeniem usług drogą elektroniczną a nie sprzedażą
rzeczy (w nomenklaturze przepisów o VAT – dostawą towaru). Wynika to z faktu,
że zapis cyfrowy nie jest rzeczą w znaczeniu prawnym.
Niuanse prawne związane z
tradycyjnym ujmowaniem egzemplarza utworu prowadzą do absurdu w życiu
codziennym. Jak słusznie zauważa M. Król w artykule „Wprowadzenie utworu do
obrotu w Internecie” (Przegląd Prawa Handlowego 6/2007, s. 34 i n.),
statystyczny odbiorca treści umieszczonych w Internecie nie rozróżnia skutków
jakie niesie za sobą powyższa interpretacja. A skutki te są doniosłe.
Skoro „nabywając” ebook nie
uzyskujemy tego samego co kupując książkę papierową, to odmiennie kształtują
się nasze prawa wobec utworu tak utrwalonego. Prawo do zezwalania na dalszy
obrót nie zostało wyczerpane. Ściągając ebooka uzyskujemy co najwyżej licencję
niewyłączną kształtującą nasze prawa i obowiązki względem posiadacza autorskich
praw majątkowych. Możemy być ograniczeni w swobodzie dysponowania takim
ebookiem czy nawet w swobodzie korzystania z niego (np. licencja umożliwia na
odtwarzanie utworu tylko za pośrednictwem wybranego programu komputerowego).
Problem ebooków to nie tylko
problem fiskalny, ale jak widać złożone zagadnienie prawne. Symptomatyczne jest
jednak to, że za zmianą w prawie unijnym lobbują wydawcy (dysponenci praw autorskich),
a więc ta grupa, którą miała chronić przyjęta konstrukcja wyczerpania praw.
Zastanawiam się, czy głosząc hasło „Obniżmy VAT na ebooki!” polski Rząd zdaje
sobie sprawę z prawnych dylematów związanych z tym, co nie ulega wątpliwości,
społecznie ważkim zagadnieniem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz